mysli1mysli1

Myśli o niezawodnym utrzymaniu Seymów y Liberi Veto z Proiektami na Konwokacyą. Roku Pańskiego 1764

Obrona liberum veto pióra hetmana Wacława Rzewuskiego

650 

Na stanie

Dodaj do Ulubionych
Dodaj do Ulubionych

Opis

„Rządu, ani Sprawiedliwości, ani Pieniędzy, ani Woyska licznego nie mamy.”

Myśli o niezawodnym utrzymaniu Seymów y Liberi Veto z Proiektami na Konwokacyą. Roku Pańskiego 1764

Rok 1764. August III nie żyje, tron stoi pusty, skarb jest pusty, wojska jak na lekarstwo – a od dwudziestu siedmiu lat ani jeden sejm nie doszedł do skutku. W tym właśnie momencie wychodzi z prasy anonimowa broszura, która robi rzecz z pozoru niemożliwą: przyznaje reformatorom rację co do diagnozy i odmawia im jej co do lekarstwa. Autor zgadza się, że Rzeczpospolita się rozsypuje – i właśnie dlatego każe bronić liberum veto do ostatka.

Pod anonimem kryje się Wacław Piotr Rzewuski, hetman polny koronny, późniejszy hetman wielki i kasztelan krakowski, najgłośniejszy obrońca „wolnego nie pozwalam” swojego pokolenia. Druk jest bezpośrednią odpowiedzią na dzieło Stanisława Konarskiego „O skutecznym rad sposobie”, które kilka lat wcześniej rozmontowało veto na czynniki pierwsze. Rzewuski nie zbywa pijara wzruszeniem ramion. Nazywa jego książkę doskonałą, chwali erudycję i pobożność autora, kłania się mu nisko – i w jednej jedynej sprawie mówi „nie”. Konarski odpowie osobną broszurą; ta wymiana zdań jest jednym z najważniejszych sporów politycznych staropolszczyzny, a przed Państwem leży jej pierwszy głos.

Wywód otwiera brutalny rachunek strat: zerwane sejmy, trybunały rozpędzone orężem, deputat rozstrzelany w więzieniu, powaga prawa zdeptana. Przyczyna jest według autora jedna – zrywanie sejmów weszło Polakom w nałóg. Ale wniosek idzie w poprzek wszystkiego, czego uczy nas dziś podręcznik: nie znosić veta, tylko je uregulować tak, żeby zrywanie sejmu przestało być opłacalne. Poseł ma prawo zaprotestować raz jeden, przeciw jednej tylko materii, i musi to natychmiast przypieczętować publiczną przysięgą, że czyni to z sumienia, a nie z prywaty. Kto zaprotestuje, nie może opuścić miasta ani jednej sesji do końca obrad. Kto weźmie za veto pieniądze, ma być sądzony jak za zbrodnię obrazy Rzeczypospolitej. Veto zostaje – ale zamienia się w pułapkę zastawioną na przekupnych.

Druga część, „Proiekty na Konwokacyą”, to już gotowy materiał ustawowy: artykuł po artykule, z rotą przysięgi, z karami niezdolności i utraty głosu, z osobnym paragrafem „De Corrupto na Seymie” i z przepisem nakazującym odesłanie skazanego senatora duchownego do Ojca Świętego. Autor napisał to na konkretną chwilę – zbliżający się sejm konwokacyjny – licząc, że posłowie przepiszą jego tekst wprost do konstytucji.

Trzy fragmenty z druku

Rachunek dwudziestu siedmiu lat: „Przez dwadzieścia siedm lat, y iednego Seymu nie utrzymaliśmy, a ostatni blaskiem dobytych szabel zhukany, woyny y poboiow, a nie Rady postać ukazał.”

Wyznanie wiary republikanta: „Te Liberum Veto, iest Nam tak potrzebne, że go do gardł naszych bronić, y zaszczycać należy, ieśli nie chcemy zginąć, a Wolność za niewolę zamienić.

Autor tłumaczy się z anonimowości: „Kto zaś iestem, ktory te Myśli pisałem, nie śmiem się wydać. Czynię to, z boiaźni nagany, na ktorą mogłem sobie zasłużyć.”

Historia obeszła się z tym tekstem okrutnie. Konwokacja 1764 roku zawiązała się w konfederację i uchwalała większością głosów, veto zniesiono w sprawach skarbowych i wojskowych, a trzy lata później sam Rzewuski został porwany przez ludzi ambasadora Repnina i wywieziony do Kaługi. Tym większa wartość tej broszury: to zapis chwili, w której jeszcze wierzono, że dawną wolność da się uratować jej własnymi narzędziami.

Druk bez adresu wydawniczego, złożony gęstą antykwą, z ozdobnym inicjałem drzeworytowym na karcie tytułowej i winietą finałową na końcu. Publicystyka polityczna ostatniego bezkrólewia rzadko trafia na rynek – rozchodziła się w niewielkich nakładach, czytana na sejmikach i wyrzucana, gdy sprawa przestawała być aktualna.

Stan zachowania

Karty luźne, niezszyte, papier pożółkły, z zabrudzeniami, rdzawymi plamkami i zaciekami. Widoczne ślady dawnego składania w czworo, naddarcia i ubytki krawędzi, ostatnia karta z reperowanymi ubytkami . Tekst zachowany i czytelny w całości. Egzemplarz z widoczną historią użytkowania, wymaga ostrożnego obchodzenia się.