1561 BIBLIA Leopolity – 1 WYDANIE – „Ojciec nasz wzięty jest między bogów”
Karta z pierwszej drukowanej w całości Biblii w języku polskim!395 zł
Na stanie
Opis
Zapraszam do zakupu szesnastowiecznej karty z I wydania Biblii Leopolity.
Biblia Leopolity była pierwszym w historii drukowanym w całości przekładem Pisma Świętego na język polski. Prezentowany starodruk to fragment pierwodruku Biblii z 1561 roku.
BIBLIA Święta (1 karta)
I polskie wydanie – 1561 rok!
Karta jest w dobrym stanie jak na swój wiek – ma ponad 450 lat! Tekst Biblii pisany jest przepięknym staropolskim językiem, starodawną czcionką Szwabachą. Ciekawostka – ta pierwsza biblia nie miała numeracji stron ani wersów! Dodano je dopiero w następnych wydaniach.
Przeczytaj Pismo Święte tak jak czytali je nasi prapradziadowie – bez późniejszych edycji i uwspółcześnień – warto pamiętać, że Leopolita była pierwszym kompletnym wydaniem całej Biblii w języku polskim!
To nie jest reprint!! Oryginalna karta, wiek ponad 460 lat!
Do zakupionej karty dołączona będzie karta z Alfabetem Leopolity, pomocna w rozczytaniu tekstu i Certyfikat Autentyczności.
Wymiary karty 30,5 x 20 cm. Stan karty ogólnie dobry.
Zakres fragmentu:
Wtore Księgi Machabejskie 11,9 – 12,36: Listy królewskie, zdrada w Joppie i jezioro krwi
Ta karta zaczyna się w połowie szarży, przechodzi przez cztery dyplomatyczne listy i kończy się w środku bitwy, w której Judas Machabeusz woła do Boga o pomoc.
Strona pierwsza – od lwów pod Betsur do gabinetu Antiocha (11,9 – 12,4)
Otwiera ją scena, którą lubiły wszystkie epoki: żydowscy żołnierze idą do boju „gotowi przebijać się przez ludzi, przez najsroższe bestie i przez żelazne mury”, bo z nieba dostali pomocnika. Rzucają się na wroga jak lwy, kładą jedenaście tysięcy pieszych i tysiąc sześćset jezdnych, a królewski regent Lizjasz ucieka „nieuczciwie”, czyli bez honoru. I tu tekst robi coś nieoczekiwanego – zamiast dalej opisywać rzeź, przełamuje się w traktat o polityce. Lizjasz, trzeźwo oceniając, że z ludźmi zdającymi się na Boga wszechmocnego nie da się wygrać, siada do stołu. Karta przynosi w całości cztery dokumenty: list Lizjasza do Żydów, list króla Antiocha do Lizjasza, list króla do żydowskiego senatu i list rzymskich legatów Kwintusa Memmiusza i Tytusa Maniliusza, każdy z własną datą. Najciekawszy jest ten drugi. Młody Antioch V zaczyna od zdania, w którym cały świat hellenistyczny mieści się w pięciu słowach – „ojciec nasz wzięty jest między bogów” – po czym chłodno przyznaje, że Żydzi nie chcieli przyjąć obrzędów greckich, i każe oddać im świątynię oraz prawo do życia według własnego zakonu. Prześladowca zostaje ubóstwiony, a jego polityka odwołana w jednym akapicie. Rzymianie zaś już wtedy piszą tak, jak będą pisać przez następne pięć wieków: wszystko potwierdzamy, przyślijcie kogoś, my właśnie jedziemy do Antiochii.
Tłumacz oddaje ten świat językiem swojej epoki i to jest osobna przyjemność tej karty. Antioch wystawia Żydom „glejt bezpieczeństwa”, wojsko liczy się na „drabów”, u boku Judy stoją „hetmani”, a Gorgiasz jest „starostą idumejskim”. Hellenistyczne królestwo mówi tu polszczyzną sejmiku.
Ledwie na dole strony rusza rozdział dwunasty, spokój kończy się jednym z najbardziej zimnych aktów zdrady w całej Biblii. Mieszkańcy Joppy zapraszają swoich żydowskich sąsiadów z żonami i synami na przejażdżkę łodziami, „jako ci, między którymi zdało się, że nie było żadnej nieprzyjaźni”, a na głębinie topią ich dwieście. Karta urywa się dokładnie w chwili, gdy wieść o tym dociera do Judy.
Strona druga – kampania odwetowa i jezioro, które opływało krwią (12,5 – 12,36)
Odwet jest natychmiastowy i nocny: Judas pali port w Joppie i łodzie, tych, którzy uciekają z ognia, dobija mieczem, a potem robi to samo w Jamnii – łuna widoczna jest z Jerozolimy odległej o dwieście czterdzieści stadiów. Dalej tekst pędzi jak kronika wojenna: pięć tysięcy Arabów pobitych i ułagodzonych układem, oblężenie Kaspin, gdzie obrońcy ufni w mury i zapasy lżą Judę z blanków, a on wzywa „wielkiego Księcia wszego świata”, który bez taranów i bez strzelby zwalił Jerycho, i bierze miasto szturmem tak krwawym, że sąsiednie jezioro szerokie na dwa stadia zdaje się opływać krwią. Potem Karnion i panika w wojsku Tymoteusza – strach spada na wrogów „z obecności i przytomności Bożej”, więc mordują się nawzajem własnymi mieczami. Sam Tymoteusz wpada w ręce hetmanów Dozyteusza i Sozypatra i wykupuje życie jednym argumentem: trzyma u siebie wielu żydowskich ojców i braci, którzy zginą, jeśli on zginie. Wypuszczają go.
Po Efronie i dwudziestu pięciu tysiącach zabitych następuje krótka, zaskakująco ludzka pauza: Żydzi ze Scytopolis zaświadczają, że tamtejsi poganie traktowali ich dobrze także w czasach nieszczęścia, więc Judas dziękuje miastu i prosi, by dalej byli łaskawi. Wojsko wraca do Jerozolimy na Święto Tygodni, a po Zielonych Świętach rusza na Gorgiasza. Tu karta się urywa: jeździec Dozyteusz łapie już Gorgiasza za płaszcz, gdy Trak odcina mu ramię, wojownicy z Hezdryn słabną po długiej walce, a Judas woła na pomoc Pana Boga. Streszczenie rozdziału wydrukowane u góry tej samej karty zapowiada jeszcze jedno: Judas „za grzechy umarłych ludzi ofiary daje”. To słynny fragment, którym przez wieki dowodzono istnienia czyśćca – jego tekst zaczyna się jednak dopiero na następnej karcie.
Wierny zapis tekstu z karty:
Ubóstwiony prześladowca odwołuje własną politykę (list Antiocha do Lizjasza): „Krol Antyochus / Lisiassowi bráthu pozdrowienie. Gdyż oćiec nász wźięt iest miedzy Bogi / my chcąc áby ći co w Krolestwie nászym są / bez wszelákiey trwogi żyli / á swych rzeczy byli pilni / żesmy zásłychnęli iż Zydowie nieprzyzwolili oycu memu / żeby sie mieli wdáć w obrzędy Greckie / ále że chćieli swoy zakon trzymáć / y stądże też żądáią od nas áby im dopuszczono żyć według ich zakonu.” (Rozdział 11, wersety 22–24)
Zdrada w Joppie: „Prosili byli Zydow z ktoremi mieszkáli / áby snimi wstąpili włodki / ktorych byli nágotowáli / z żonámi / y z syny / iáko ći miedzy ktoremi zdáło sie by niebyło żadney nieprzyiáźni. A ták według pospolithego wyroku miástá / gdy y sámi przyzwolili / á nic podeyźrzánego o pokoiu niemieli: gdy iuż ná głębią záiácháli / vtopili ich o dwieśćie.” (Rozdział 12, wersety 3–4)
Szturm na Kaspin i jezioro krwi: „Tedy Máchábeyczyk wezwawszy ná pomoc wielkiego Kxiążęćiá wszego świátá / ktory bes táránow y bes strzelby czásu Jozue rozwálił Jerycho / przypuśćił mocno k szturmowi: y dobywszy miásthá zá wolą Páńską / bes liczby wiele ludzi pobił: ták że też przyległe ieźioro szyrokie ná dwoie stáiánie / zdáło sie że opływáło krwią ludzką.” (Rozdział 12, wersety 15–16)
Adresy podano we współczesnej numeracji, ta edycja jeszcze nie dzieli tekstu na wersety (podział na wersety, wprowadzony zaledwie 10 lat wcześniej, w 1551 r. przez paryskiego drukarza Roberta Stephanusa, nie zdążył się jeszcze w Polsce upowszechnić).





