1941 Afisz Armii Czerwonej „Do pracujących obywateli i obywatelek Lwowa” / До трудящих громадян і громадянок Львова.
Czerwiec 1941 – „Zetrzemy z oblicza ziemi kanalię faszystowską” ostatnia sowiecka odezwa przed wkroczeniem Niemców395 zł
Na stanie
Opis
Do pracujących obywateli i obywatelek Lwowa / До трудящих громадян і громадянок Львова.
[Lwów, VI 1941].
Lwów, ostatni tydzień czerwca 1941 roku. Od pierwszej nocy wojny na miasto spadają niemieckie bomby, sowieccy urzędnicy i ich rodziny tłoczą się na dworcu, a na murach pojawia się odezwa Dowództwa Wojsk Armii Czerwonej „Do pracujących obywateli i obywatelek Lwowa”. Kilka dni później Armii Czerwonej we Lwowie już nie ma. Ten afisz to jeden z ostatnich głosów pierwszej sowieckiej okupacji miasta, wydrukowany w chwili, gdy ta okupacja właśnie się kończyła.
Druk jest dwujęzyczny, złożony w dwóch szpaltach: po lewej tekst ukraiński, po prawej polski, a nad nimi w obu językach hasło „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!”. Już sam układ mówi sporo o mieście, do którego był skierowany. Władza, która od 1939 roku przerabiała Lwów na ukraińskie miasto obwodowe, w chwili zagrożenia i tak musiała mówić do mieszkańców po polsku.
Tekst otwiera zdanie o „niesłychanym w historii wiarołomstwie” i „zezwierzęconym faszyzmie”, który wyciągnął „krwawą łapę ku naszym świętym granicom”. To wyraźne echo radiowego przemówienia Mołotowa z 22 czerwca, podobnie jak końcowe zapewnienie, że „nasza sprawa jest słuszna”. Dalej idą wieści z frontu: pięć tysięcy Niemców w niewoli, 127 zestrzelonych samolotów i 300 czołgów zniszczonych przez artylerzystów „w jednej tylko walce”. Liczby jeńców i czołgów pochodzą z komunikatu Naczelnego Dowództwa Armii Czerwonej za 23 czerwca, co pozwala dość dokładnie datować afisz – nie mógł powstać przed 24 czerwca, a sowieckie oddziały opuściły miasto przed 30 czerwca, kiedy do Lwowa weszli Niemcy.
Najciekawsza jest druga połowa. Odezwa nie wzywa lwowian do broni, tylko do pracy: robotnik ma dawać „więcej produkcji aniżeli wczoraj”, chłopi mają walczyć o wysokie zbiory, uczony pracować w laboratorium, a sprzedawca za kontuarem. „Dezerterów frontu pracy” – łazików, sobków, próżniaków, tchórzy i panikarzy – czeka „pogarda całego narodu i surowa kara, jaką dyktuje okres wojenny”. Mieszkańcy mają też wzmagać „czujność rewolucyjną”, wykrywać i przekazywać władzom „znienawidzonych wrogów ludu – różnego rodzaju kanalię nacjonalistyczną” i nie dawać posłuchu „oszczerczym pogłoskom”. W tych samych dniach, w których afisz wisiał na lwowskich ulicach, NKWD mordowało tysiące więźniów przy Łąckiego, na Zamarstynowie i w Brygidkach. Czytane z tą wiedzą słowa o czujności i panikarzach brzmią zupełnie inaczej, niż chcieli ich autorzy.
Całość zamyka seria okrzyków na cześć „wielkiego Związku Radzieckiego”, „niezwyciężonej potężnej Armii Czerwonej”, „naszego wodza i nauczyciela, wielkiego Stalina” oraz „sztandaru Marksa – Engelsa – Lenina – Stalina”. Pod spodem podpis: Dowództwo Wojsk Armii Czerwonej.
To druk ulotny w najściślejszym sensie – przygotowany na kilka dni, w mieście, z którego nadawca właśnie się wycofywał. Po 30 czerwca 1941 roku nikt nie miał powodu, by takie odezwy przechowywać. Dla kolekcjonera lwowianów, druków okupacyjnych czy historii II wojny światowej na Kresach to dokument z samego przełomu: między jedną okupacją a drugą.
Stan zachowania: format 42 x 31 cm, druk jednostronny, papier pożółkły. Ślady składania (poziome złożenie przez środek i pionowe), drobne naderwania i ubytki brzegu w miejscach zgięć, zwłaszcza przy lewej krawędzi. Kilka fragmentów tekstu polskiego podkreślonych ręcznie przez dawnego czytelnika. W prawym górnym rogu odręczny zapis. Tekst w całości czytelny.





