Spis Abonentów Państwowych i Koncesjonowanych Sieci Telefonicznych w Polsce 1931 / 1932
Trzy minuty rozmowy z Meksykiem kosztowały 472,50 zł.1 200 zł
Na stanie
Opis
SPIS ABONENTÓW PAŃSTWOWYCH I KONCESJONOWANYCH SIECI TELEFONICZNYCH W POLSCE (Z WYJĄTKIEM M. ST. WARSZAWY) 1931/32
Trzy minuty rozmowy z Meksykiem kosztowały 472,50 zł. Tyle, ile prawie pięć lat najtańszego abonamentu telefonicznego. To jedna z ciekawostek z ogólnopolskiej książki telefonicznej z początku lat 30.: kilkaset stron nazwisk, adresów i numerów z całej II Rzeczypospolitej, od Poznania i Katowic po Wilno, Lwów i Stanisławów. Pomijała tylko stolicę, która miała własny spis. Dla genealoga, badacza historii lokalnej czy miłośnika dawnego handlu to źródło trudne do zastąpienia: w jednym tomie zapisano, kto w danym miasteczku miał telefon, gdzie mieszkał, czym się zajmował i jaki firmowy szyld wisiał nad jego sklepem.
Wydanie Ministerstwa Poczt i Telegrafów, nakładem Towarzystwa Wydawniczego Informatory Ekonomiczne Sp. z o.o. w Warszawie. Wydrukowano w Zakładach Graficznych Drukarni Robotników Chrześcijańskich S.A. w Poznaniu, przy ul. św. Marcin 37.
Zawartość
Część oficjalna otwiera się zbiorem uwag, pouczeń i taryf: objaśnienia znaków, wskazówki praktyczne do aparatów z centralami ręcznymi (o baterii miejscowej i centralnej) oraz automatycznymi, pouczenie o rozmowach międzymiastowych, nadawanie telegramów przez telefon, taryfy rozmów krajowych i zagranicznych, przepisy dla abonentów sieci państwowych i Polskiej Akcyjnej Spółki Telefonicznej, a do tego wyciągi z taryfy radiofonicznej, telegraficznej i pocztowej. Zasadniczą część tomu stanowi spis abonentów w porządku alfabetycznym miejscowości, a w ich obrębie – nazwisk i firm. Przy każdym wpisie numer, zawód lub profil działalności i adres. Obok wielkich miast są tu dziesiątki małych miejscowości, gdzie telefon miał urząd pocztowy, apteka, dwór, posterunek policji, młyn, gorzelnia czy sklep kolonialny.
Część nieoficjalna to spis abonentów według branż i zawodów oraz ogłoszenia reklamowe. Reklamy rozsiane są po całym tomie, także na marginesach stron. Na okładce przedniej samochody Oświęcim-Praga z listą przedstawicielstw w kilkunastu miastach oraz Bank Związku Spółek Zarobkowych z Poznania. Na tylnej – barwna reklama pasty do obuwia i środków czystości „Dobrolin”, Bank Gospodarstwa Krajowego z listą oddziałów oraz warszawskie browary Haberbusch i Schiele. W środku m.in. wina H. Makowskiego z Kruszwicy, katowickie Towarzystwo Budowy Dróg Smołowcowych „Termak” i Bank Spółdzielczy Związku Kupców i Przemysłowców w Wilnie.
Jak się telefonowało w 1931 roku
Część urzędowa czyta się jak dawna instrukcja obsługi. Nad tekstem pierwszych stron widnieje ostrzeżenie: „Podczas burzy telefonować nie należy!”. Przy aparacie na korbkę centralę wywoływało się kilkakrotnym zakręceniem korbką induktora, a koniec rozmowy sygnalizowało trzema krótkimi obrotami. Przy centralach automatycznych instrukcja krok po kroku uczy nakręcania numeru: słuchawkę zdjąć lewą ręką, palec wskazujący prawej włożyć w otwór cyfry i kręcić tarczą do zderzaka. Nie wolno popychać ani przytrzymywać wracającej tarczy. Nawet przy numerze 222-22 palec trzeba wyjąć po każdej cyfrze, bo inaczej rozregulowuje się mechanizm centrali. Ministerstwo prosi też, żeby nie stukać widełkami, nie odkładać słuchawki na bok i nie wdawać się w rozmowy z telefonistkami. Uprzedza także, że częste dopytywanie o zamówioną rozmowę międzymiastową jest „całkowicie bezcelowe”.
Przepisy mówią wiele o epoce. Za rozmowy obraźliwe albo sprzeczne z obyczajnością Zarząd Telefonów mógł odciąć abonenta od sieci. Aparat pozostawał własnością państwa, a władze mogły w razie potrzeby całkowicie lub częściowo zamknąć komunikację telefoniczną. Za 3 zł miesięcznie centrala codziennie o umówionej porze podawała abonentowi dokładny czas.
Taryfy pozwalają policzyć, ile kosztował telefon. Doprowadzenie linii kosztowało 150–250 zł, a miesięczny abonament za aparat główny – od 8 do 48 zł, zależnie od kategorii i wielkości sieci. Kto chciał zapłacić mniej, mógł mieć telefon „towarzyski”: jedną linię dzieloną nawet przez czterech abonentów. Domowa centralka ręczna na 20 numerów kosztowała 825 zł. Trzyminutowa rozmowa międzymiastowa na odległość 700–800 km kosztowała 6,60 zł, w trybie pilnym 19,80 zł.
Najbardziej działają na wyobraźnię opłaty za rozmowy z zagranicą, liczone we frankach w złocie (1 frank = 1,80 zł). Najdroższy był Meksyk i Kuba poza Hawaną: 262,50 fr za pierwsze trzy minuty, czyli 472,50 zł. Za rozmowę pilną płaciło się potrójnie, za błyskawiczną dziesięciokrotnie. Nowy Jork i Australia kosztowały po 187,50 fr. Z Australią rozmawiało się tylko rano i wieczorem, a nigdy w sobotę po południu ani w niedzielę. Z Jawą tylko między 11.40 a 13.10. Do Moskwy i Mińska dzwoniło się wyłącznie z Warszawy, Baranowicz, Białegostoku i Stołpców. Najtańszym połączeniem zagranicznym była rozmowa z Wolnym Miastem Gdańskiem z Gdyni: 0,60 fr.
Książka jest kopalnią nazwisk – polskich, żydowskich, niemieckich, ukraińskich, litewskich – zapisanych w realiach wielonarodowej Polski międzywojennej, której znaczna część zniknęła kilka lat później. Wiele z wymienionych tu firm, sklepów i domów nie pozostawiło po sobie żadnego innego śladu.
Stan zachowania Okładka oryginalna, kartonowa, z otarciami i zabrudzeniami, przybrudzone brzegi. Papier lekko pożółkły, typowy dla druków masowych tego okresu. Blok zwarty, tekst czytelny. 704 strony. Stan ogólny dobry.






