Akt oskarżenia przed Najwyższym Sądem Kryminalnym, Warszawa 1833 (fragm.)
Spisek, Belweder, zabici generałowie – powstanie listopadowe przed sądem380 zł
Na stanie
Opis
NOC LISTOPADOWA OCZAMI CARSKIEGO PROKURATORA – Akt oskarżenia przed Najwyższym Sądem Kryminalnym, Warszawa [1833 lub 1834]. Fragment, s. 1–68, z pieczęcią darową prof. Jana Rostafińskiego
[POKLĘKOWSKI Eugeniusz]. Akt oskarżenia w sprawie przeciwko osobom oddanym pod Najwyższy Sąd Kryminalny w Królestwie Polskiem w zarzucie spełnienia zbrodni, wyłączonych od ogólnego przebaczenia […]. [Warszawa, 1833 lub 1834]. Druk w języku polskim. Fragment: s. 1–68 tekstu głównego, bez karty tytułowej i wstępu.
Ten sam wieczór, opowiedziany przez drugą stronę
Główną bramą wpadło do Belwederu kilkunastu ludzi z karabinami. Pałacu pilnowało trzech rosyjskich inwalidów, po jednym przy każdej bramie, uzbrojonych tylko w pałasze. Całość trwała, jak zeznał kamerdyner, nie dłużej niż pięć minut. Na dziedzińcu padł generał Gendre, a jego zabójcy trzykrotnie krzyknęli: „już krótki nos nie żyje”. Byli pewni, że zabili wielkiego księcia Konstantego. Sam Konstanty stał w tym czasie za drzwiami swojego gabinetu i zdołał uciec bocznymi pokojami.
Tak tę scenę opisuje prokurator, który w 1833 r. przygotował oskarżenie przeciwko uczestnikom nocy listopadowej. Oferowany fragment to nie relacja powstańca ani pamiętnik – to tekst pisany po to, żeby ich powiesić. I właśnie dlatego czyta się go z wypiekami: prokurator miał w rękach przejęte rękopisy Piotra Wysockiego, protokoły przesłuchań, zaprzysiężone zeznania świadków i akta śledztwa, które władze prowadziły jeszcze przed wybuchem powstania. Z tego materiału ułożył godzina po godzinie przebieg 29 listopada 1830 r., z nazwiskami, adresami i szczegółami, których próżno szukać w podręcznikach.
Część I – spisek
Zachowany tekst otwiera nagłówek „Część I. Spisek przygotowujący wypadki z dnia 17/29 Listopada 1830 Roku”. Prokurator zaczyna od 15 grudnia 1828 r., kiedy kilku podoficerów spotkało się przypadkiem w mieszkaniu Wysockiego i zaczęło mówić o „wyjarzmieniu ziomków”. Przytacza treść ich przysięgi (nie przyjmować do związku „ani pijaków, ani szulerów”), a potem krok po kroku śledzi rozrastanie się spisku: kontakty z posłami, Mochnackim, Bronikowskim, Nabielakiem, Goszczyńskim, wreszcie spotkanie z Joachimem Lelewelem w Bibliotece Towarzystwa Przyjaciół Nauk – „pod pozorem obejrzenia gabinetów”.
Najciekawsze są tu sprzeczności. Prokurator zestawia zeznania Wysockiego złożone w twierdzy bobrujskiej z tymi z Warszawy, z artykułem Mochnackiego w „Kuryerze Polskim” i z rękopisami znalezionymi w dawnej kwaterze Wysockiego. Wysocki tuszuje, zaprzecza, wycofuje się z nazwisk, które sam wcześniej zapisał. Zapytany o rozbieżności, odpowiada: „na szafocie stojąc, zawsze będę mówił, że nie widziałem i nie wiedziałem”. Prokurator przypomina mu przy tym, że w papierach zostawił dyspozycję, by po jego śmierci złożono je w Towarzystwie Przyjaciół Nauk, w sali generała Henryka Dąbrowskiego. Dokumenty przeznaczone dla potomności stały się dowodem przeciwko jego towarzyszom.
Osobny, mało znany wątek to śledztwo wszczęte kilkanaście dni przed powstaniem po donosie studenta Franciszka Kruszelnickiego. Z zeznań wyłania się grupa studentów Uniwersytetu Warszawskiego i podoficerów, którzy w mieszkaniu przy Krakowskim Przedmieściu, a potem przy ulicy Aleksandria, kupowali na placu Pociejowskim pałasze i pistolety, lali kule (podobno do strzelania do celu na Foksalu) i obmyślali zamach na Konstantego: strzał z okna przy Mazowieckiej albo podpalenie koszar, bo wielki książę „jak zawsze był zwykł” przyjeżdżał na każdy pożar. Wybuch odkładano – ze względu na porę roku i zaraźliwą chorobę panującą w Rosji. Władze miały ostrzeżenia z dwóch stron, także od podoficera, który zdał raport generałowi Kurucie w samym Belwederze. Nie zdążyły.
Część II – noc
Druga część, „Otwarte działania”, to właściwa kronika wieczoru. Prokurator idzie śladem Szkoły Podchorążych od koszar w Łazienkach: Wysocki wchodzi do sali, w której trwa wykład, i rzuca słowa, zapisane potem przez świadków: „Wybiła godzina zemsty […] niech piersi nasze będą Termopilami dla nich”. Dalej atak na koszary ułanów, potyczka z kirasjerami w lasku łazienkowskim, odwrót przez koszary Radziwiłłowskie, marsz Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem do Arsenału.
Po drodze giną generałowie. Hauke pod lwami przed pałacem Namiestnikowskim – jego służący naliczył na ciele dziewiętnaście ran, a koń pułkownika Meciszewskiego padł pod kolumną Zygmunta. Generał Nowicki zginął w karecie przed gmachem Komisji Wojny, bo wzięto go za znienawidzonego generała Lewickiego. Dwa pierwsze oddziały zajrzały do środka i puściły go słowami „to nasz Polak”, trzeci strzelał bez pytania. Generał Trębicki, prowadzony przez podchorążych od Krakowskiego Przedmieścia, odmawiał objęcia nad nimi dowództwa, aż na rogu Bielańskiej i Długiej usłyszał zarzut zdrady pod Lipskiem i padł od strzału.
Prokurator nie ukrywa emocji. Pyta retorycznie: „cóż to za dziwny rodzaj wojskowej karności, który dozwala słuchać Podporucznika do rokoszu wzywającego, a Generała właściwego Dowódcę […] aresztować i zabijać?”.
Dalej indywidualne sprawy oskarżonych podchorążych i ich tłumaczenia, momentami bliskie komedii: jeden poszedł po tabakę na Solec, drugi do krawca, trzeci do łaźni na Tamce, inny leżał z febrą albo z bólem zębów. Świadkowie potwierdzają albo obalają te alibi. Prokurator posługuje się przy tym pruską ordynacją kryminalną, a za dowód urzędowy uznaje raport służbowy samego Wysockiego, w którym ten skrupulatnie wypisał 162 podchorążych „czynnych w pierwszem zajściu”.
Poddział II to napad na Belweder: lista napastników (z Nabielakiem i Goszczyńskim, określonym jako „wierszopis”), szczegóły ataku i los wiceprezydenta policji Lubowidzkiego, który dostał dwa pchnięcia bagnetem w plecy i trzynaście kolejnych ciosów, a ocalał, bo służący wyciągnął go przez okno na dach. Napastnicy znali rozkład pałacu – jeden z nich był szwagrem kamerdynera Konstantego.
Fragment kończy się na początku Poddziału III, o 4 Pułku Piechoty Liniowej – słynnych czwartakach. Pułkownik Bogusławski błaga żołnierzy: „ja wasz ojciec, mnie słuchajcie”, porucznik Wyszpolski powala go rękojeścią pałasza, major Kindler trzy razy zatrzymuje batalion na ulicach i trzy razy przegrywa z okrzykami młodszych oficerów, aż ktoś wali go kolbą. Ostatnia strona to starcie pod Arsenałem z gwardią wołyńską i rozkaz Konstantego, by wojska rosyjskie nie walczyły z powstańcami.
Dlaczego ten druk
Akt oskarżenia wpłynął do Najwyższego Sądu Kryminalnego we wrześniu 1833 r., a wyrok zapadł 29 listopada 1833 r. – dokładnie w trzecią rocznicę nocy listopadowej. Wysocki usłyszał wyrok śmierci, zamieniony przez cara na katorgę. Druk jest więc materialnym śladem procesu, którym władza rozliczała się z początkiem powstania, i zarazem jednym z najbogatszych źródeł do jego pierwszych godzin. Język urzędowy („rokosz”, „rokoszanie”, „w Bogu spoczywający Cesarzewicz”) jest tu nie mniej ciekawy niż fakty.
Proweniencja – dar profesora Jana Rostafińskiego
Na pierwszej stronie tekstu czerwona pieczęć: „Z DARU Prof. Dr. JANA ROSTAFIŃSKIEGO” (odbita dwukrotnie), obok ołówkowe zapiski.
Jan Rostafiński (1882–1966), syn botanika Józefa Rostafińskiego, był profesorem hodowli zwierząt w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie i harcmistrzem. W czasie okupacji założył szkołę ogrodniczą, która była w praktyce tajną SGGW. Aresztowany przez gestapo, po ośmiu miesiącach na Pawiaku trafił do obozu Stutthof, gdzie podtrzymywał współwięźniów pogadankami o dalekich krajach, w których bywał.
Notowanie aukcyjne wydania
Dla porównania: egzemplarz wydania z 1834 r., opisany w katalogu pełną kolacją, bez braków, osiągnął na 134. aukcji Antykwariatu Rara Avis (12–13 lutego 2022 r., poz. 1060) cenę 4 400 zł z opłatą aukcyjną. Notowanie dotyczy innego, znacznie pełniejszego egzemplarza.
Kompletność i stan zachowania
Fragment obejmuje s. 1–68 tekstu głównego: całą Część I i początek Części II (Dział I, Poddziały I–II oraz początek Poddziału III). Brak karty tytułowej, stron wstępu oraz dalszej części aktu po s. 68. (winno być: VIII, 165, [1], 49, [1], 42 strony)
Papier ze śladami po zawilgoceniu, drobne ubytki krawędzi i narożników, zagięcia kart. Ołówkowe zapiski i pieczęć darowa. Tekst czytelny.
Fragment dla kolekcjonerów pamiątek powstania listopadowego, historii Warszawy, dziejów sądownictwa Królestwa Polskiego i książek z udokumentowaną proweniencją. Rzadki druk.





