Paryż, 28 grudnia 1872. List dwóch Polek do Księżnej na Litwie
Rękopis z relacją o powodzi, huraganie i drożyźnie w stolicy Francji99 zł
Na stanie
Opis
Paryż, 28 grudnia 1872. List dwóch Polek do Księżnej na Litwie
Trzy dni po wichurze, która przeszła nad całą Francją, kobieta mieszkająca wysoko pod dachem kamienicy przy rue Sainte-Catherine d’Enfer 6 siada do listu i notuje: „temu parę tygodni była burza (orkan) okropna, jak my wysoko mieszkamy, zdawało się, że się domy dachy zwalą”. Piętro niżej Paryż liczył ofiary spadających kominów i cegieł, Sekwana wybierała się z brzegów, a część Bercy stała pod wodą. Ten list jest zapisem tamtych dni – zrobionym na gorąco, bez pośrednictwa gazety, ręką świadka.
Oryginalny rękopis, list prywatny pisany po polsku w Paryżu i datowany 28 grudnia 1872 roku. Nagłówek podaje adres nadawczyni: Ste Catherine d’Enfer 6 – ulica w 5. dzielnicy, o krok od Ogrodu Luksemburskiego i Panteonu, która w 1880 roku zmieniła nazwę na rue Le Goff i pod dawnym mianem zniknęła z planu miasta.
List zapisano na wszystkich czterech stronach jednego złożonego arkusza. Piszą dwie kobiety: właściwy list kończy się podpisem Julii, po czym drugą ręką dopisuje się jej towarzyszka, Stefania, dodając własne życzenia noworoczne. Adresatką jest Księżna przebywająca w okolicach Wilna – tytułowana konsekwentnie starą pisownią „Xiężna”.
Co Zawiera
Kataklizm. Autorka relacjonuje kilka tygodni ulew i wichrów: wezbraną Sekwanę, zalane Bercy, szkody nad Marną i w Charenton, gdzie mieszkają znajomi. W samym mieście – jak pisze – „nic się nie stało”, ale okolice ucierpiały, a huragan zabijał ludzi na ulicach spadającym gruzem. Relacja pokrywa się z tym, co wiadomo o przełomie 1872 i 1873 roku we Francji: seria sztormów, powodzie na północy kraju, zalany park w Saint-Cloud.
Drożyzna po przegranej wojnie. „Opał kosztowny; ale i wszystko w Paryżu teraz podrożało” – dwa lata po klęsce pod Sedanem i po Komunie Francja spłacała Niemcom kontrybucję, a to widać w domowym budżecie dwóch emigrantek. Autorka dodaje jednak pociechę praktyczną: taniej i wygodniej urządzić się w Paryżu niż gdzie indziej.
Boże Narodzenie na wystawach. Magazyny pełne nowości, „wymysłów rozmaitych zabawek, lalek”, tłumy gapiów przed szybami – i mało kupujących. „Kupcy też bardzo uprzejmi, ale niekoniecznie zadowoleni.” Jedno zdanie, a w nim cały nastrój koniunktury.
Kwiaty kontra pióra. Znajoma prowadzi handel sztucznymi kwiatami – paryską specjalność eksportową. Sezon słaby: z Ameryki i Anglii jeszcze nic nie przyszło, a paryżanki noszą teraz dużo piór. Migawka z branży, która za kilkadziesiąt lat stanie się przedmiotem pierwszych kampanii na rzecz ochrony ptaków.
Collège de France. Najciekawszy trop dla historyka kultury: obie panie nie bywają w teatrze („ani razu”), za to chodzą regularnie na wykłady. Wymieniają dwa nazwiska – Levasseur, mówiący o geografii Ameryki, oraz Guillaume Guizot, wykładający literaturę francuską. Émile Levasseur objął katedrę w Collège de France w grudniu 1871 roku i w chwili powstania listu rzeczywiście tam uczył. Guillaume Guizot, syn słynnego premiera Franciszka Guizota, prowadził wówczas kurs literatury francuskiej jako zastępca profesora – własną katedrę dostał dopiero w lutym 1874. List jest więc drobnym, ale konkretnym świadectwem obecności polskich słuchaczek na darmowych wykładach paryskich, w epoce, gdy uniwersytety były dla kobiet zamknięte.
Ludzie. Przewija się przez karty cała siatka znajomości: książę Alexander, który przejazdem był w Paryżu i przywiózł wieści o zdrowiu Księżnej; pani Burba, która widziała adresatkę w Wilnie; rodzina, której „wcale się dobrze w Krakowie powodzi”; poczciwa Reine, dawna służąca mieszkająca przy kościele św. Magdaleny, wzruszona świadectwem wystawionym jej przez Księżną, pamiętająca, jak pani była dla niej wyrozumiała, kiedy chorował jej syn – jej starsza córka jest teraz boną w Anglii. To materiał na osobne opowiadanie.
Zakończenie. „Znowu się rok zbliża do końca ze swemi przykremi godzinami i dobremi chwilami” – i życzenia, żeby rok nadchodzący miał „najmniej przykrych, a najobfitszy chwil miłych”. Dopisek Stefanii dodaje prośbę, by Księżna przy świątecznym stole wspomniała i o niej.
Dlaczego warto
Listy popowstaniowej emigracji zwykle znamy z wydań drukowanych, przefiltrowanych przez edytora i dobranych pod kątem polityki. Tutaj polityki nie ma wcale – i właśnie dlatego rzecz jest cenna. Zostaje życie codzienne: pogoda, ceny węgla, wystawy sklepowe, zdrowie znajomych, wykłady, na które można pójść za darmo. Historia widziana z okna wysokiego paryskiego mieszkania w ostatnich dniach 1872 roku, przez dwie Polki, które zachowały polszczyznę, formy grzecznościowe sprzed pół wieku i tęsknotę za Wilnem.
Osobna wartość dokumentu to trop badawczy. Adresatka nie jest w liście nazwana z nazwiska, a krąg osób – książę Alexander, pani Burba, Wilno – daje realną szansę na jej identyfikację. Dla kolekcjonera litewsko-polskich pamiątek to praca do wykonania i potencjalna nagroda.
Opis fizyczny
Rękopis na jednym arkuszu cienkiego, delikatnie liniowanego papieru listowego, złożonym na pół, zapisanym obustronnie – łącznie cztery strony gęstego, wyrobionego pisma kaligraficznego, atramentem. Wymiary: [UZUPEŁNIĆ].
W nagłówku pierwszej strony tłoczony na ślepo i barwiony na fiolet reliefowy znak z głową psa – modny w latach siedemdziesiątych XIX wieku ozdobnik papeterii, dodający listowi charakteru i ułatwiający atrybucję.
Stan: ślady dawnego składania na cztery części, papier czysty i elastyczny, tekst w całości czytelny, drobne przybrudzenia i niewielka plama na jednej z kart. Bez ubytków tekstu.
Język polski, ortografia i interpunkcja epoki (m.in. „Xiężna”, „Anglij”, „chodziemy”). Pismo staranne, w partii Julii bardzo równe; dopisek drugiej ręki nieco trudniejszy.





