podhorecka6podhorecka6

Trzy Oświadczenia Konfederacyi Barskiej (1850) + Kronika Podhorecka 1706–1779 (1860)

Dwa głosy z upadającej Rzeczypospolitej

595 zł

Na stanie

Dodaj do Ulubionych
Dodaj do Ulubionych

Opis

Warszawa, maj 1764 roku. Rosyjskie regimenty otaczają miasto, kozacy stoją na ulicach prowadzących do Zamku, a do izby poselskiej – „świątnicy praw i wolności” – wchodzą żołnierze. Poseł, który ośmiela się protestować, zostaje zaatakowany dobytą bronią. Trzy lata później hetman Wacław Rzewuski, który na sejmie bronił praw Rzeczypospolitej, zostaje nocą porwany przez ludzi ambasadora Repnina i wywieziony w głąb Rosji. W tym jednym wolumenie obie te historie spotykają się ze sobą: raz opowiedziane głosem konfederatów, którzy chwycili za broń, raz – głosem rodziny jednego z porwanych.

TRZY OŚWIADCZENIA KONFEDERACYI BARSKIEJ
Kraków, Księgarnia i Czcionarnia Pod Sową, 1850

oraz

KRONIKA PODHORECKA 1706–1779
ułożył Leon hr. Rzewuski
Kraków, czcionkami Karola Budweisera, 1860

Dwa dzieła oprawione razem, 192 + 260 stron, format 18 × 13 cm, oprawa twarda.  Przebarwienia ze starości (szczególnie na początku i końcu obu pozycji, w środku znacznie mniejsze), zamazane stare stemple własnościowe.

TRZY OŚWIADCZENIA KONFEDERACYI BARSKIEJ

To nie jest opracowanie o konfederacji barskiej, tylko jej własny głos. Manifest zaczyna się od uroczystej formuły: „My Stany, Rady duchowne i świeckie, Marszałkowie, Konsyliarze, i cały stan rycerski, koronne i w. ks. Litewskiego, związkiem generalnej Konfederacyi złączeni” – i od pierwszych zdań ma ambicję, by przemówić do całej Europy. Konfederaci wyliczają krzywdy jednym tchem: wojsko, które miało Polsce pomagać, „teraz nas niszczy i ciemięży”, forma rządów wywrócona przez obce jedynowładztwo, prawa „dziwne mocą broni ustanowione”, traktat „siłą i uciskiem spisany”, senatorowie „z łona własnej porwane ojczyzny”, spalone miasta i spustoszone wsie.

Najciekawsze jest to, jak konfederaci tłumaczą się z samego faktu powstania. Petersburg nazywa ich buntownikami, „jak gdybyśmy mu hołdownictwo zaprzysięgli”. Oni odpowiadają, że wypędzeni z kraju i tułający się po pograniczu musieli „szukać raczej oręża na obronę życia, niżeli zbierać papiery na usprawiedliwienie się” – i rzucają przeciwnikom wyzwanie: niech ich skargi zbijają dowodami, jeśli potrafią. Pada pytanie postawione wprost mocarstwom europejskim: kto z dwóch państw, Rzeczpospolita czy Moskwa, zgwałcił traktaty i prawo narodów?

Po części ogólnej manifest przechodzi do konkretów, rok po roku. Sejmiki przedkonwokacyjne 1764 roku, na których rosyjskie oddziały ściągały do miast sejmikowych; Grudziądz z zamkniętymi bramami; sejm konwokacyjny, na który wprowadzono żołnierzy aż do izby poselskiej. Przypisy uzupełniają tekst nazwiskami i dokumentami – to rzeczywiście akt oskarżenia, a nie publicystyka.

KRONIKA PODHORECKA 1706–1779

Druga książka opowiada te same dziesięciolecia z perspektywy jednego rodu. Leon Rzewuski, członek Towarzystwa Naukowego Krakowskiego, spisał dzieje swojego pradziada, Wacława Rzewuskiego – hetmana wielkiego koronnego i kasztelana krakowskiego, poety i dramatopisarza, gospodarza zamku w Podhorcach. Na stronie tytułowej umieścił motto z Tacyta: „Hic liber professione pietatis aut laudatus erit aut excusatus” (Ta książka, jako wyraz synowskiego przywiązania, będzie albo pochwalona, albo usprawiedliwiona).

W przedsłowiu autor uczciwie przyznaje się do swojego stanowiska. Nie obiecuje bezstronności z dystansu, tylko pracę opartą na papierach z archiwum podhoreckiego: oryginalnych listach, „księgach potocznych czynności”, mowach i deklaracjach. Zapowiada też, o czym naprawdę będzie: o walce dwóch stronnictw, szlachecko-republikańskiego i Czartoryskich, „walce wpływów miejscowych z centralizacyą”.

Sama kronika czyta się jak historia upadku jednej instytucji. Rzewuski opisuje hetmanów, którzy prowadzili własną politykę wobec Turcji, Chanatu Krymskiego, Mołdawii i Wołoszczyzny, trzymali rezydentów w Stambule, Bakczysaraju, Bukareszcie i Jassach – i to, jak ich władzę krok po kroku ograniczano, aż „upadła tedy instytucya, którą przodkowie zwali palladium libertatis” (palladium, czyli ostoją wolności). Są tu sceny z elekcji 1733 roku, kiedy Leszczyński przedzierał się przez Niemcy i niespodziewanie pojawił się w warszawskim kościele Kapucynów, jest mowa Wacława, w której ten zrzeka się województwa podolskiego, są reformy wojska prowadzone w Podhorcach i budowa kościoła według planów samego hetmana. Jest też pożegnanie ojca: „Ostatnie życia chwile, Synu mój, Bogu poświęcić przystoi, ostatnie zaś słowa Ojczyźnie”.

Wartość tomu podnosi aparat źródłowy: osobny spis dokumentów przytoczonych w tekście (od listu Stanisława Leszczyńskiego z 1735 roku po relację o porwaniu hetmana i jego syna w październiku 1767) oraz spis 36 dokumentów dołączonych – w tym szyk bojowy do bitwy pod Kaliszem z 1706 roku, listy papieży Klemensa XII i Klemensa XIV, list Jakuba Stuarta i relację z konferencji z posłem rosyjskim.

Oprawione razem, te dwie książki dają rzadką możliwość czytania obok siebie dwóch źródeł o tych samych wydarzeniach – zbiorowego manifestu przegranej sprawy i rodzinnej kroniki człowieka, który za tę sprawę zapłacił wolnością. Zdeklarowana stronniczość obu tekstów jest tu nie wadą, tylko świadectwem tego, jak tamte lata widzieli ich uczestnicy.